Narząd słuchu
Narząd słuchu pakiceta wykazuje pewne adaptacje w tym kierunku, ale zwierzę to zachowało jeszcze typową dla lądowych ssaków błonę bębenkową, która nie nadawała się zbyt dobrze do odbierania dźwięków w wodzie. Do czego zatem mogły służyć pakicetowi jego zgrubiałe puszki bębenkowe? Thewissen przypuszcza, że podobnie jak żółwie odbierają drgania gruntu za pośrednictwem pancerza, tak ów prawaleń mógł używać puszek bębenkowych do odbioru fal dźwiękowych z podłoża. Uwzględniając także nowe dane o budowie szkieletu pozaczaszkowego, badacz snuje wizję pakiceta jako drapieżnika czającego się z głową opartą o podłoże u brzegu rzeki na zwierzęta przychodzące do wodopoju. Zdaniem Thewissena, jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że tak posługiwał się słuchem ambulocet, gdyż miał on zaczątki kanału łączącego ucho z żuchwą. Opierając ją o podłoże jak robią to współczesne krokodyle mógł wyczuwać jego drgania spowodowane krokami zbliżających się ofiar. Te same cechy, które wczesnym prawaleniom umożliwiły odbieranie dźwięków rozchodzących się za pośrednictwem gruntu, przypuszczalnie odegrały istotną rolę w słyszeniu pod wodą. ZheXi Luo z Carnegie Museum of Natural History w Pittsburghu wykazał, że u bazylozaurów i dorudontów, pierwszych całkowicie wodnych waleni, występowało już sznurowate więzadło bębenkowe.